Młynarzowa i Mały Młyn


Jakiś czas temu, a będzie to już kilka wieków, w miejscu dzisiejszego Hotelu Mały Młyn mieszkał młynarz z piękną czarnowłosą młynarzową. Powodziło im się całkiem dobrze, bo od jakiegoś już czasu nie musieli płacić parobkom, którzy po kolei do nich do pracy się zatrudniali.

Mały Młyn Pędzlem

Mały Młyn Pędzlem (fot.Daniel Pałys)

Każdy – jeden po drugim – zaczynali wczesnym rankiem, nie szczędząc sił przez cały dzień, by zasłużyć na obiecaną wysoką wypłatę pod koniec tygodnia.  Po ciężkim dniu prac udawali się spocząć w izbie dla parobków, która choć wygodami nie grzeszyła, napawała optymizmem, że za te trudy i ciężką pracę czeka niemała nagroda. W noc poprzedzającą wypłatę parobcy znikali. Jedni niczym kamfora rozpływali się w powietrzu, drudzy wybiegali z przeraźliwym krzykiem, by nigdy więcej nie wrócić w okolice.

Znalazł się pewnego dnia i Jasiek, prosty syn chłopa z wioski położonej niedaleko Stargardu, którego rodzina przymierała głodem, a szanse na tak wysoki zarobek u młynarza napawały nadzieją na lepszy los dla jego rodziny. Zatrudnił się więc Jasiek u młynarza i ciężko przepracował siedem dni. W dzień poprzedzający wypłatę, bojąc się już o talary, które miał dostać od młynarza, znalazł sobie sporego drągala. Kij ten miał służyć mu do obrony, gdyby ktoś chciał odebrać mu pieniądze, tak bardzo potrzebne jego najbliższym. Rozmarzony wreszcie zasnął w izbie dla parobków, kładąc kija przy swoim boku.

7 czarych kocurówByło może gdzieś koło północy, gdy wybudził go ze snu jakiś dziwny hałas. Podniósł się przerażony i zobaczył otaczające go siedem par ślepi. Coraz głośniejszy syk – wychodzący z paszcz tych stworzeń – przysparzał mu dreszcze przerażenia, które to coraz szybciej  wstrząsały jego ciałem, niczym konwulsje przed zbliżającą się śmiercią. Jasiek zacisnął obiema dłońmi drąg najsilniej jak potrafił. Syk ustał… Spod największej z par ślepi buchnął ogień. Zobaczył Jasiek, że wychodzi on z pyska wielkiego czarnego kocura. W jednej chwili oświetlone płomieniem pozostałe sześć kocurów z głośnym sykiem zaczęło się zbliżać do parobka. Największy kocur skoczył na chłopca obnażając przeraźliwe kły. Jasiek zamachnął się z całej siły drągiem i trafił kocura w łapę. Uderzył tak mocno, że w powietrzu od łapy oderwały się cztery kocie pazury i nim spadły na podłogę syk ucichł, płomień z pyska zgasnął a wszystkie siedem ślepi rozpłynęło się w ciemności. Chłopiec z przerażenia padł zemdlony.

Gdy obudził się o świcie usłyszał czyjś szloch. Wyszedł na zewnątrz swojej izby i zobaczył, że to młynarz płacze nad ciałem swojej żony. Ta leżała martwa z dziwnie przekrwionymi oczyma, a u jednej z rąk brakowało jej czterech palców. Pogrążony w żałobie młynarz przekazał Jaśkowi obiecaną ilość talarów i odprawił go do domu. Nikogo już więcej nie zatrudniono w młynie, który w krótkim czasie podupadł.

Autor: Daniel Pałys „Stargardzkie Legendy” – legendy.fstargard.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *